„Zaczęło się w nocy. Jest intensywnie, położna już jedzie. Nie wiem, czy zdążysz…”

…taką wiadomość odczytałam dwie minuty po moim przebudzeniu w środę rano… Z rodzącą mamą nie zdążyłam się nawet poznać – rozmawiałyśmy jedyny raz przez telefon zaledwie dzień wcześniej.

Mimo to, pojechałam. Dwie godziny drogi przede mną… Był lekki stres i obawa czy zdążę, czy może nie będzie to już fotografia maluszka tuż po narodzinach…

Udało się jednak. Zdążyłam i mogłam być cichym świadkiem tego pięknego wydarzenia – narodzin nowego człowieka.

Cały proces rozciągnął się w czasie i teraz z perspektywy kilku dni, odnoszę wrażenie, że ta moja fotografia była swego rodzaju czuwaniem przy Rodzącej. Było dużo spokoju i ciszy. Przytłumione światło, blask świecy…
Dwie położne dbające zarówno o komfort Rodzącej jak i postęp porodu, były cały czas bardzo czujne emanując przy tym spokojem oraz pewnością siebie.

Chwilę po godzinie piętnastej zjawił się On – nowy człowiek.

Nastąpiła wzruszająca chwila dla Wszystkich a na twarzach Rodziców odmalował się niewypowiedziany obraz szczęścia, radości, wzruszenia i ulgi, tak bardzo już potrzebnej…

To były dla mnie głębokie doświadczenia. Dziękuję.